ksiega gosci

2011
marzec
2010
czerwiec
marzec
luty
2009
grudzień
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
2008
lipiec
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2006
listopad
październik
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2005
grudzień
listopad
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
luty
2003
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec





 
Ballada o smutnym zakończeniu

Spotkali się napiaszczystej plaży. Ona i on. Była artystką o wcieleniu bogini. A on... On poprostu był, a ona nie potrzebowała niczego więcej. Milczeli, ale to były tylkopozory, czytali swoje myśli jakby znali się, znali od zawsze. Nie przynali sięjednak przed sobą do tego co miało ich połączyć. Była absolutnie chlodna gdypoprosiła go by nie ośmiaszał jej i odpowiedział jej kim jest. On całkowicienierobiąc sobie nic z jej lodowatego tonu, poraz pierwszy się uśmiechnąłukazując pogodne oblicze. Wyciągnął bletkę, tytoń i troche trawki, po chwililekko mrużąc oczy, odpalił skreta. Byłem daleko, daleko stąd, kochałem życie i ludzi, byłem chłopcem który marzył. Znów się zaciągnął. Ona szybko sięwtrąciła, gdyż cierpliwość nie była jej cnotą. I jakie jest twoje smutnezakończenie? Uśmiechnęła się wyzywająco marszcząc orzy tym lekko zadartynosek.  On wstał, przeciągnął się izaczął mówić z wyczuwalnym podnieceniem. O tuż to nie ma takiego zakończenia.Po co łapać króliczka skoro tak przyjemnie się go goni? Jesteśmy na VaniceBeach LA, California jest 5:20 rano, a ja 130 minut temu spełniłem kolejnemarzenie tego chłopca. Ale ono jest tylko małym kroczkiem w dlugiej pogoni zakróliczkiem. Za szczęsciem. Zaśmiała się. Idealista. American dream. Nie. Wżyciu chodzi o to by czerpać z niego szczęście całymi skrętami. Tak mawiał mójdobry przyjaciel. Więc zaciągnij się. Odpowiedź retoryczna. Potem już nic ztych mądrości nie miało znacznia, w szalenstwie narkotykowej euforii ruszyli wpogoń za szczęsciem. Rozstali się jednak następnego ranka i już nigdy o sobienie usłyszeli. Wstała pocałowała go w policzek i smutno się uśmiechnęła potemjuż jej nie zobaczył. Przysiadł na krawężniku, skrecił i zapalił, idącchodnikiem zbliżał się do kolejnego marzenia. Czerpiąc szczęście całymiskrętami. Nigdy się nie dowiedział że urodziła dziewczynkę i otworzyła galerięw nowym orleanie. Gdzie dwa lata później zginęła podczas huraganu Katrina. A córka Nigdy nie zapaliła skręta.




mackey-phoenix 2011-03-15 10:42:54
skomentuj (0)
kawałek filmu..

"Wydaje mi się, że jest dziś pełnia. Nie ma spokojniejszej nocy. Nie ma nigdzie w mieście rozlewu krwi. Nigdy się nikim nie bawiłam, ajednak...nigdy nie otworzyłam oczu i nie pomyślałam teraz to już na poważnie. Nareszcie staje się to poważne. Więc wydoroślałam. Czy byłam jedyną, która nie była na poważnie? Czy to nasze czasy nie są na poważnie? Nigdy nie byłam samotna, nigdy sama, nigdy z kimś. Ale spodobało by mi się bycie samotną. Samotność oznacza: nareszcie jestem cała. Teraz mogę to powiedzieć, gdyż dziś wieczorem jestem wreszcie samotna. Muszę położyć kres przypadkom. Nowy księżyc decyzji. Nie wiem czy istnieje przeznaczenie ale istnieje decyzja. Decyduj. Teraz my jesteśmy czasem. Nie tylko całe miasto, cały świat bierze udział w naszej decyzji. Teraz jest nas więcej niż tylko dwoje. Wcielamy coś. Siedzimy na People"s Square... a całe to miejsce pełne jest ludzi, którzy śnią ten sam sen co my. Decydujemy o grze wszystkich. Jestem gotowa. Teraz twoja kolej. Trzymasz tę grę w swoich dłoniach. Teraz albo nigdy. Potrzebujesz mnie. Będziesz mnie potrzebował. Nie istnieje większa opowieść niż nasza, ta o mężczyźnie i kobiecie. Będzie to opowieść o gigantach. Niewidzialnych, ruchomych. Opowieść o nowych przodkach. Spójrz, moje oczy. Są obrazem potrzeby...przyszłości wszystkich tu zgromadzonych. Zeszłej nocy śniłam o nieznajomym. O moim mężczyźnie. Jedynie z nim mogłabym być samotna... otworzyć się na niego...całkiem otwarta, całkiem dla niego... zaprosić go całego do mnie...otoczyć go labiryntem współdzielonego szczęścia. Wiem...to ty."

Wiem, że to Ty. 

Pozdrawiam,
Mikołaj



mackey-phoenix 2010-03-03 20:55:43
skomentuj (1)
...

Gdybym mogła...



Nigdy nie chciałabym pojechać z Tobą.

Nigdy nie chciałabym dostać Twojego numeru telefonu.
 
Nigdy  nie chciałabym czuć, że mogę na Tobie polegać.

Nigdy nie chciałabym czuć, że Ty to moje drugie ja.

Nigdy nie chciałabym pójść z Tobą na dach.

Nigdy nie chciałabym czuć strachu przed ewentualną miłością do Ciebie i nie zaryzykować.

Nigdy nie chciałabym usłyszeć "jestem w 99 % pewien, że".

Nigdy... Słyszysz!?



Generalnie chciałabym Cię nie znać.

z.



mackey-phoenix 2010-02-09 12:46:25
skomentuj (0)
Nie ma nic piękniejszego niż kobieta o poranku...

"Sobotni poranek jest najlepszym ze wszystkich poranków. Noc była długa, namiętna i szalona, a rano można leżeć obudzonym z zamkniętymi oczyma i rozkoszować się dotykiem słońca na skórze. Właśnie wtedy gdy poranne promyki zaczęły łaskotać jego pępek, otworzył oczy i ujrzał leżący tuż obok kosmyk ciemnych włosów, który ułożył się wygodnie na satynowej pościeli. Wzrok podążał dalej i dalej... Muskał spojrzeniem delikatne ramiona, wgłębienie nad obojczykiem, powędrował ku odsłoniętej szyi. Potem z lekkim uśmiechem ucałował zarumienione policzki i podniósł wzrok. Spoglądały na niego zamglonym spojrzeniem czekoladowe oczy pełne rozkosznej porannej niewinności. Następnie pojawiła się pasja. Pasja i ogień."

To taka notatka z wykładu.
Pozdrawiam,
Miki.


mackey-phoenix 2009-10-28 12:00:31
skomentuj (0)
When you can live forever, what do you live for...?

Witajcie,
Niestety ostatnio nie miałem czasu i nie dałem rady napisać czegokolwiek konstruktywnego. Nie żeby moje notki były konstruktywne, ale tak się mówi, dla ściemy. Ogólnie rzecz ujmując, Endor 2009 był bardzo udany zarówno mnie jak i Suzi, mojej wiernej towarzyszce życia, się podobało aż nad to. Dotarliśmy około godziny 16 do wspaniałej miejscowości Pilchowice, gdzie rozpoczęliśmy powolną libacje alkoholową z domieszką kiełbasek i grochówki.   Ogólnie byłem mile zaskoczony widząc Miśka i Otasa, bo się ich nie spodziewałem. A of kosz miło było znów spotkać ekipy z Poznania i Wrocka. Oczywiście Endor nie był by taki udany gdyby nie Suzi, dzięki.  Ale co tu dużo gadać, do zobaczenia za rok ewrybadi. Kolejnym spotkaniem było Ognisko we Wrocławiu, które było bardzo udane, wybrałem się na nie z moim magicznym krzesłem +1. Spotkałem prawie 40 znajomych i było świetnie. Dziękuję bardzo za zaproszenie:]

 

Takie spotkania jak Endor czy 70tka Wrocławia, przekonują mnie do uznawania Fandomu jako zjawiska integrującego społeczeństwo. Ale nie tylko, przede wszystkim zachwyca mnie to jak cała ta zabawa w społeczność fanowską rozwija i kształtuje osobowości niektórych osób.  Jest kilka osób, które nigdy nie wyszły by do ludzi nie zaczęły rozmawiać gdyby nie fandom Star Wars. Byli cisi i Internetowi, a potem okazało się ze wszyscy ich akceptują takimi jakimi są naprawdę i chcą z nimi gadać i bawić się. Chyba powinienem napisać o tym prace licencjacką :P Tyaa ale kiedy to będzie. Poza tym jeszcze jedna sprawa związana z fanami Star Wars. Nigdy nie widziałem tak zintegrowanej i prężnie działającej grupy ludzi, którzy są sobie bliscy mimo kilometrów, ludzi którzy współpracują tworząc własną pasje. Cieszę się na myśl, że jestem jednym z nich.

 

Co więcej... Wszystko się po przewracało. Czuje się dużo lepiej, bo znów mogę pokładać w kimś nadzieje, ale to przyniosło ze sobą te same frustracje co wcześniej. Ale życie nigdy nie będzie usłane różami. Są nowe decyzje do podjęcia, nowe ścieżki do zbadania i nowe zadania do wykonania, to fajnie bo gwarantuje rozwój. Swoją drogą The Fray ma podobno nową płytę ktoś coś o tym wie? Wiem wiem skaczę od tematu do tematu, ale tak to już jest z moimi myślami. Teraz najchętniej skoczył bym w pościel i poszedł w kime bo jestem jakiś taki padnięty, ale na samą myśl o dzisiejszej wizycie u dentysty  budzę się gwałtownie. Fuj dentyści.....

 

http://www.youtube.com/watch?v=VJyyanGYH_I&feature=channel

 

Pozdrawiam,

Miki




mackey-phoenix 2009-08-25 12:18:27
skomentuj (0)
"N is for Night, and for Nothing, and Never”

Witajcie,
dziś tak krótko, ponieważ zaraz wychodzę. Czeka mnie śniadanie u Leny(dzięki Lenny:), następnie zgarniam Otasa, Gufa, Ogóra i Jaye i smigamy moim gokartem prosto do Pilchowic na ENDOR 2009 :] Wracam jutro, więc wtedy wam zrelacjonuje. Wam to znaczy tej garstce osób której uwagę regularnie zwracam moim opisem na gg:) Dzięki że zaglądacie tutaj. A teraz do rzeczy.

Kiedyś zastanawiałem się nad tym jak to jest zmierzyć walczyć o swoje pragnienia. Tzn jakie to jest uczucie kiedy robisz WSZYSTKO bez wyjątku, na spontanie. Najbardziej przekonuje mnie do tego film pod tytułem "Jestem na tak!"; gdzie główny bohater z natury jest negatywnie nastawiony, a potem podejmuje decyzje na wszystko odpowiadać tak. Skoczyć na spadochronie? Rzucić kamieniem w bank?  Wyjechać do Australii? Błagać o wybaczenie? Nocka na red bullu i nachosach? Wszystko na Tak. Oczywiście wiem, że ten system jest niedoskonały, ale można go ulepszać. Ktoś Ci mówi zabij się! Ty mówisz OK, i zabijasz swą postać w WoWie. Ale chodzi mi ogólnie o sens. Muszę sie postarać to zrobić.;)


  http://www.youtube.com/watch?v=Sk1dcQmiung- pozytywny flow! Olejcie obrazki słuchajcie tekstu ;)

 

Do jutra.




mackey-phoenix 2009-08-01 09:24:04
skomentuj (2)
Uśmiechnij się, jutro będzie gorzej.

Witajcie,
kiedyś przychodziło mi z niespotykanym uśmiechem pisanie notek, wierszy, opowiadań, a nawet zacząłem pisać książkę. Czy aby napewno polega to na wenie twórczej? Mnie się wydaje że ludzie w wieku licealnym - gimnazjalnym, są po prostu bardziej otwarci na wewnętrzne doznania. Co oczywiście może być stekiem bzdur, bo to tylko takie spostrzeżenie. Ja od bardzo dawna nie napisałem wiersza tudzież opowiadania albo się wypaliłem albo nie jestem zainspirowany albo minął mój okres pisarski. Nikt tego nie wie(a Bidon mówi, że jestem leniem;).

Jestem niezmiernie ciekawy jak to jest. Potrafię sobie ze wszystkim poradzić, przynajmniej nie spotkałem się z sytuacją, z której nie potrafiłbym wybrnąć. Może nie napisze programu do dekodowania genomu, ale jest on również zbędny. Co mam na myśli? Coś sie spieprzy, coś pójdzie nie tak, za kogoś trzeba wziąć odpowiedzialność, kimś się zaopiekować, doradzić, napisać, wytrzymać ból, smutek, utrzymać tajemnice, cokolwiek. Ale gdy przychodzi do chwili kiedy mogę się zatrzymać, nie mogę w takim pędzie uciekać przed myślami, siedzę przykładowo sam i mam czas myśleć, rozważać. Wtedy nadchodzi coś czego nie umiem pokonać. Moje własne myśli, nie umiem ich obejść. Ale tak chyba ma każdy, nie jestem wyjątkiem. Po prostu inni wiedzą że jakoś trzeba sobie radzić ZAWSZE, a nie tylko wtedy kiedy jest się w biegu. U mnie to jest tak, że żyje w takim tempie, że jak wrócę do domu to nie mam czasu nawet myśleć bo padam na twarz. Ale czasem zdarzy się że dzień jest lżejszy. Nie ma za wiele do roboty, nie muszę robić miliona rzeczy i nie mam się z kim spotkać lub gdzie pojechać. Wtedy jest najgorzej. Ale cóż "trzeba sobie jakoś radzić".

Do jutra.




mackey-phoenix 2009-07-31 14:58:27
skomentuj (0)
Sztuczna inteligencja jest lepsza od naturalnej głupoty.

Witajcie,
co dziś chciałem powiedzieć to tyle, że zaskoczyła mnie bardzo wasza reakcja na poprzednią notkę. Nie miała ona na celu prośby o rady, o pocieszanie itd. To była notka z morałem, ale widocznie moje umiejętności pisarskie są zbyt nikłe by zrozumiały to więcej niż dwie osoby. Chciałem żeby była przestrogą, dla innych, że każdego bez wyjątku może dotknąć, takie pasmo niepowodzeń, każdy może upaść na samo dno i to bardzo niespodziewanie. Może stać się dla innych nikim, stracić przyjaciół, miłość, Przyszłość, szacunek, rzeczy materialne. Może po prostu zderzyć się z dnem z taką siłą, że mimo woli nie będzie mógł się podnieść. Może źle to tam opisałem.

W odpowiedzi do tajemniczej osoby 't', napisał: "za bardzo się o nie starasz, zawyżasz swoje oczekiwania i potem lądujesz twarzą w łajnie." może masz racje, ale tutaj nasuwa mi się opis JJ'a "Bądźmy realistami żądajmy niemożliwego". Jeśli bym chciał mniej to ograniczyłbym samego siebie. Zawsze trzeba mierzyć najwyżej i wierzyć w sukces. W końcu nadejdzie. "Bierz co chcesz i niczego nie oddawaj" - Jesse James:)
Aha, apropo może to niewdzięczne, ale jeśli ktoś tu zajrzy, skomentuje moje przemyślenia, podpisze się jedną literką, to właściwie takie komentarze nie mają sensu. Wszelkie wypowiedzi można zrozumieć dopiero kiedy  wiesz z kim prowadzisz dialog. A., 't', 'e' sporo tego, a ja muszę sie domyślać kto tak a nie inaczej myśli. A. to może być Ania, e to Eliza, a t? I don't give a fuck. Ale róbcie co chcecie.

Przeraża mnie jak szablonowo ludzie myślą i reagują, sam pewnie to robię, ale tego nie dostrzegam. Gash jak takie głupie pisanie może mnie zniechęcać do świata. Aha, znienawidziłem Francje jeszcze bardziej i moja wizyta w Paryżu jest już niemalże nie do osiągnięcia. Swoją drogą wiem, że ta wiadomość nie ma ani ładu ani składu, mimo to będę pisał bo mnie to uspokaja i pomaga. a Wam co pomaga? Wiecie jak jedna informacja może wywołać reakcje u człowieka? Dziś się przekonałem, strach, mdłości, złość, nienawiść, duma, zazdrość i Miłość? Wariat.

„Ja wierzę w miłość tylko taką, która jest jedną jedyną
Wierzę w prawdziwą energię zrodzoną między chłopakiem i dziewczyną
Ja wierzę w miłość tylko taką, która jest życia przyczyną
Bo ona wytrwa, a Sodoma i Gomora zginą
– Junior Stress

Do jutra.




mackey-phoenix 2009-07-30 11:04:27
skomentuj (3)
Bye bye blackbird.

Witajcie,
jak zawsze nie napisałem w tamtym tygodniu co zapowiadałem, ale tego mogliście się spodziewać. A teraz uwaga... wszystko poszło nie tak. Wyrwałem sobie serce. Nie dostałem sie do Wrocławia. Vito za 3 dni będzie w Anglii i tam zostanie. Będę dalej mieszkał z rodzicami. Będę studiował socjologię. W ciągu miesiąca wszystko się pierdolneło. Straciłem Elizę, opuszcza mnie Vito, Bidon zaraz znów wraca do Gliwic, Desty leci do Finlandii.  A ja? Ja będę gnił w Dąbrowie bo nie wystarczająco się starałem. Bo Jestem extrawertycznym, aroganckim, niedojrzałym, intuicyjnym, słabym, kreatywnym, ale cholernie durnym Mikim, który potrafi wszystko spierdolić. Nie wcale nie użalam się nad sobą, po prostu stwierdzam fakt. Co więcej mogę opowiedzieć o całej zaistniałej sytuacji…. Hmm…. Ktoś ostatnio powiedział o mnie, że jestem bez interesowny, szczerze w to wątpię raczej dalekowzroczny. Ale co Ciekawe inna osoba mniej więcej w tym samym czasie określiła mnie „Niedojrzałym, Egoistycznym, Kłamliwym, Tchórzliwym itd. Itp. Sukinsynem”, zgadzam się z wszystkim prócz tego sukinsyna, bo moja mama jest całkiem spoko, mimo wszelkich psychicznych nacisków z jej strony daleko jej to „zimnej suki”, więc to jest jakieś pomówienie. Ale przecież nie o mojej mamie miałem pisać a „o sobie” przecież jestem takim egocentrycznym draniem. Nigdy nikomu nie pomagam, nigdy się dla innych nie staram i nie poświęcam, nie robie wszystkiego co w mojej mocy, ja przecież mam na wszystko wyjebane. Co nie?

To jest cholernie irracjonalne zachowanie z mojej strony, przecież zawsze próbuje budować taki pozytywny obraz siebie. A teraz? Hieh to chyba wina Kate Nash – Dickhead i wzruszenia po obejrzeniu „Butterfly effect” w końcu pierwszy raz oglądałem go z Vitem najlepszym kumplem i moją ukochaną – choć jeszcze wtedy chyba nią nie była. Ciężko się przyznać ale targają mną emocje. W sumie to jeszcze gorzej sie przyznawać że pisze to wszystko w określonym celu. Może powinienem to skasować? Hieh. Wczoraj wróciłem do domu pogadałem z kumpelą przez telefon, położyłem się na kanapie i obudziłem się spanikowany, zmarznięty, rozhisteryzowany o 4 nad ranem i już nie mogłem zasnąć. Właściwie to rzucał mną taki smutek i nienawiść do siebie że ze zmęczenia zasnąłem, to chyba dobrze. Dziś graliśmy mecz. Strzeliłem bramkę, z dedykacją dla tej co zawsze. Pierwsza bramka w tej drużynie. Ale wróćmy do sedna sprawy. Chciałem jeszcze wyjaśnić kilka kwestii.

Ok. Dzień siódmy lipca 2009 roku. Był o tyle ważny, że gdybym wszystkiego nie spieprzył to były by nasze ‘oficjalne’ 2 lata z Elizą, mimo że byliśmy razem już wcześniej. Ale nie udało się. Mimo wszystko chciałem zaznaczyć że jest to bardzo ważny dzień.  Kolejny powód dla którego ten dzień jest ważny. To z powodu tego bloga, to już szósty rok jak ‘wisi’ w sieci, a my z Zośkiem co jakiś czas zamieszczamy tu nasze myśli. Dzięki Zosiu. Dalej.

Dlaczego ta notka jest tak przesiąknięta moimi emocjami? Oprócz tych wszystkich powyższych powodów, jest jeszcze jeden. Ta notka jest dedykowana dla Vita, mojego najlepszego kumpla, brata, drucha, a przede wszystkim kogoś na kim zawsze mogłem polegać. Vito, rozpoczniesz nowe życie na Wyspach, tak jak zawsze marzyłeś mimo wszystko. Mimo Wrocławia mimo naszych planów, marzyłeś o Anglii i tam wylądujesz. Życzę Ci wszystkiego najlepszego i z całego serca kibicuje Ci. We will see soon. Dzięki za wszystko. Dla Ciebie: http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=k9RrHCTpu2s

I ostatnia rzecz. Chciałem tylko powiedzieć, że mimo tego wszystkiego dobrego co mnie spotkało i spotyka. Nie jestem szczęśliwy. Nie. Szczęście omija mnie szerokim łukiem. Z mojej własnej winy.

Bye bye blackbird.




mackey-phoenix 2009-07-26 21:20:21
skomentuj (4)
"It will be as if I'd never existed."

Witajcie,
prawie rok bez notki. Łał. Nie żeby nic się nie działo, po prostu cierpie na brak weny twórczej i inspiracji.  Czy teraz mam wene i inspiracje? Nie chyba nie, ale zacząłem na nowo odczuwać wzruszenia i czułości życia. "Chwytaj dzień" to ostatnio u mnie jest normalką, żyje z dnia na dzień ale mam dalekosiężne plany. Może o tym co działo się w tym roku tak na szybko. Wróciłem z anglii, dalej grałem w piłke w ALPN w drużynie FC Gwiezdna i dobrze nam idzie, byłem w klasie maturalnej, chodziłęm na korki z WoSu i Eng, jezdziłem do warszawy, pracowałem w agencji artystycznej przy organizacji imprez masowych, tak mnie zastał maj, zdawałem matury ustne bardzo dobrze  pisemne wyniki za 2 tygodnie, byłem na Dniach Fantastyki we Wrocławiu gdzie wygrałem dużynowo konkurs wiedzy o Star Wars, tak dotrwałem do końca maja i zacząłem pracować w Nicolas Games, nastał czerwiec. Gram w piłke, pracuje, bawię się, szlucham muzyki, oglądam filmy, jeżdżę nowo zakupionym autem, myślę nad moją twórczą naturą czy już ja odnalazłem czy to tylko takie PROMO. Co więcej? Wakacje krótkie wyjazdy na weekend, wyjazd na dziko z Vitem do Barcelony, weekend w Anglii, może w Paryżu, ogólnie mam nadzieje że uda mi się przełamac i znów zacząć coś pisać, bo czuje sie nie spełniony artystycznie.
Może coś o jeszcze dalszych planach, wybieram się na studia i mam głęboką nadzieje, że uda mi się dostać na Uniwersytet Wrocławski na Dziennikarstwo o specjalizacji Public Relations jeśli nie, to na cokolwiek byle by we Wrocławiu. Oczywiście zamierzam mieszkać tam razem z Vitem, bo przecież tylko z nim jakiekolwiek plany można zbudować. Zrobimy Reggae style mieszkanie w którym będziemy mieli nasza małą Jamajkę:)

Na dziś dzień to tyle. Więcej napiszę jutro albo za tydzień, a przecież i tak nikt tego nie czyta.

Pozdrawiam,
Miki


mackey-phoenix 2009-06-18 11:19:48
skomentuj (2)
 
. . : : Pages : : . .

. . : : Blogi : : . .
..::Alq::.. Mówi się trudno i płynie się dalej.